Maroko, Sahara i góry Atlas, czyli motocyklem po Afryce
Od razu poczuliśmy, że jesteśmy w Afryce - powietrze było bardziej gorące, zapachy wyraźniejsze, odgłosy ulicy bardziej różnorodne…
Wraz z Arturem, Czarkiem i Wojtkiem z Kielc, kolegami z Klubu Motocyklowego Varadero (KTM LC8, dwie Hondy Varadero) oraz Romanem z Poznania (Honda Africa Twin), tak jak kiedyś zapowiadałem na stronach Ścigacz.pl, wystartowałem 18. lutego z Bielska-Białej. Trasę z Polski do Hiszpanii pokonaliśmy samochodem. Motocykle transportowaliśmy na specjalnie skonstruowanej na tą okazję przyczepie, która jak się okazało, choć kosztowna – nie sprawdziła się w praktyce. Skutecznie za to utrudniła podróż, ograniczając możliwą do osiągnięcia prędkość do 100 km/godz. Efekt, był taki, że jechaliśmy bez przerw 48 godzin, zmieniając się za kierownicą. Szybko więc zostawiliśmy za sobą zimową aurę i dojechaliśmy do słonecznej Hiszpanii. W Polsce panował śnieg i mróz, a tutaj słońce i temperatura ponad 10 stopni Celsjusza.
Reklama
Kalendarz dla motocyklisty na rok 2026 Gwiazdy MotoGP.
Duży 42x30 cm. 79 zł WYSYŁKA GRATIS!
Kalendarz motocyklowy na rok 2026 ścienny, przedstawiający najważniejszych bohaterów tego sezonu MotoGP. Marc Marquez, Jorge Martin, Johann Zarco, Raul Hernandez, Fabio Quartararo, Franco Morbidelii, Pedro Acosta, Pecco Bagnaia, Marco Bezzecchi, Alex Marquez i inni w obiektywnie Łukasza Świderka, polskiego fotografa w MotoGP
KUP TERAZ. WYSY£KA GRATIS »
Nauczeni doświadczeniem z poprzedniej wyprawy do Afryki, nie zostawiliśmy samochodu na portowym parkingu, ale na polu kempingowym około 40 km od portu Algeciras. Tutaj załadowaliśmy się na prom i w niecałą godzinę byliśmy w Ceucie, hiszpańskiej enklawie na cyplu Almina tworzącym Cieśninę Gibraltarską. To tutaj spotykają się dwa kontynenty, Europa i Afryka, oraz dwa morza. Po dwugodzinnej odprawie wjechaliśmy do Maroka. Od razu poczuliśmy, że jesteśmy w Afryce – powietrze było bardziej gorące, zapachy wyraźniejsze, odgłosy ulicy bardziej różnorodne… Zapadał zmierzch, więc jedynie rzuciliśmy okiem na okolicę, ukształtowaną przez kulturę chrześcijańską, muzułmańską i hebrajską, co widać w architekturze choćby świątyń: kościołów, meczetów, synagog. Zmęczeni podróżą przez Europę, zaglądnęliśmy na Plac Afrykański z największymi zabytkami, jak katedra, ratusz i kościół Najświętszej Marii Panny Afrykańskiej oraz mury obronne. Przecież wstyd niczego nie zobaczyć. Dalej pomknęliśmy wzdłuż wybrzeża na wschód, w stronę granicy z Algierią. Dookoła wysokie góry i nagie skały… Po kilku kilometrach znaleźliśmy mały hotel, który skusił nas ceną i obietnicą śniadania. Okazało się potem, że cena za nocleg w rzeczywistości była wyższa, a za śniadanie należało dodatkowo zapłacić, ale trudno. Jutro miała zacząć się nasza afrykańska przygoda. Rankiem następnego dnia ruszyliśmy dalej wzdłuż wybrzeża, podziwiając morze i górskie zbocza.
Po około 150 kilometrach odbiliśmy w głąb lądu, wjeżdżając w gęstej mgle, w pofałdowane, wysokie, skaliste góry Rifu sięgające 2500 m n.p.m. Czym wyżej, tym krajobraz stawał się bardziej księżycowy. Rejon ten jest znanym i legalnym w większości miejscem plantacji marihuany w Maroku, stąd też podróżując po tym terenie staraliśmy się zachować ostrożność... Drogi, zarówno ta wzdłuż wybrzeża, jak te boczne w górach Rifu, choć kręte, były w dobrym stanie. Co ciekawe, składały się na nie niekończące się serpentyny. Ruch jest tam minimalny i wyłącznie przejazd przez miasta wymagał koncentracji. Chaos, chaos, chaos, harmider i rozgardiasz. Skutery, wielbłądy, ciężarówki załadowane wszystkim, co tylko można sobie wyobrazić, piesi, osły. Na ulicy materace, lodówki, owoce. W tle surowe sylwetki szczytów Rifu i domostwa porozrzucane w górach to tu, to tam.
Z miejscowości Bab Berred ruszyliśmy przez Ketamę, otoczoną zboczami, na których uprawia się konopie (stolica narkotykowej mafii), w stronę wybrzeża, zatrzymując się na nocleg w El Husajma, jednym z nadmorskich kurortów Maroka, sennym i spokojnym poza sezonem turystycznym. Potem stanęliśmy w Mellili, hiszpańskiej enklawie, z rozległą cytadelą górującą nad przystanią. Najciekawszą częścią marokańskich miast są medyny – wąskie uliczki, ślepe zaułki, pełne straganów z owocami, warzywami, berberyjskimi dywanami, ceramiką… Nowoczesne dzielnice straszą.
Stąd skierowaliśmy się w głąb lądu, w region rozciągający się pomiędzy górami Rifu, a szczytami Atlasu Średniego, za którymi ciągnie się Sahara. Jechaliśmy przez Fez, Safru, Azru, docierając do El Habibbi, i dalej na południe do Merzougi, gdzie przespaliśmy się na dachu na materacach. Rano ruszyliśmy w pustynię, koniecznie zaopatrując się uprzednio w zapas wody. Piaszczyste, ogromne wydmy ciągną się hen na południe… Jazda po pomarańczowej piaszczystej Saharze sprawiała nam frajdę - w sumie każda wydma to wyzwanie. Równie męczące, ale i sprawiające niesamowitą radość była jazda szutrem, lawirowanie pomiędzy kamieniami, krótkie podjazdy, kamieniste serpentyny. Były one pokryte kamieniami wielkości piłeczki pingpongowej, drobnymi kamyczkami i głazami. Właśnie w czasie stukilometrowej offroadowej jazdy z Zakury (kolejny przystanek po Merzoudze) do Foum-Zguid ,Wojtek zaszkodził motocyklowi tak skutecznie, że musiał zrezygnować z dalszych prób terenowych. W związku z problemami technicznymi Wojtka, grupa podzieliła się na dwie części: Roman, Czarek i Wojtek skierowali się w stronę Algadiru, skąd zrobili wypad do Marakeszu. Z wrażenia, jaki na nich zrobił, nie mogą się otrząsnąć do dzisiaj, wspominając gwar i hałas uliczny, świetne jedzenie, zapachy unoszące się nad barwnymi sukami, palące słońce, niesamowite zabytki, ale też sprzedawców kuglarzy, zaklinaczy wężów oraz turystów. Druga grupa, czyli ja z Arturem ruszyliśmy dalej na południe i potem na południowy zachód w stronę wybrzeża atlantyckiego.
Atlas to krajobraz pustynny, ostre, nagie skały w kolorach czerwieni i brązu, ośnieżone szczyty i błękitne niebo. Jechaliśmy przez zakurzone miasteczka Akka i Tata, niegdyś ważne punkty na trasie karawan, przez pustynny krajobraz pozbawiony nawet pojedynczych drzew i krzewów, suche uedy, którymi okresowo płyną rzeki… Wreszcie Atlantyk. Od razu czuć, że to ocean. Spienione wody, wilgotny, silny wiatr, fantastyczne warunki dla surferów, mewy, zapach ryb. Ruszyliśmy na zachód i z powrotem, fundując sobie przy okazji kilkugodzinny wypad offroadowy w góry na wysokość niemal 2000 metrów. Niewiele brakowało byśmy dotarli na szczyt. To ostatni zryw. Zaraz potem powrót do Ceuty, przeprawa promem do Europy i spotkanie z kolegami z drugiej grupy na kempingu.
Z trzytygodniowej wyprawy do Maroka zachowaliśmy w pamięci przede wszystkim wspomnienia fantastycznych górskich panoram, bezkresnych wydm, pięknych kazb, oaz, gajów palmowych, berberyjskich wsi na górskich stokach i ośnieżonych szczytów Atlasu.
Reklama
Kalendarz dla motocyklisty na rok 2026 Gwiazdy MotoGP.
Duży 42x30 cm. 79 zł WYSYŁKA GRATIS!
Kalendarz motocyklowy na rok 2026 ścienny, przedstawiający najważniejszych bohaterów tego sezonu MotoGP. Jorge Martin, Johann Zarco, Raul Hernandez, Fabio Quartararo, Fermin Aldeguer, Fabio Di Giannantonio, Franco Morbidelii, Pedro Acosta, Pecco Bagnaia, Marco Bezzecchi, Alex Marquez, Marc Marquez w obiektywnie Łukasza Świderka, polskiego fotografa w MotoGP. W kalendarzu PSP Łukasza Świderka czeka na Ciebie 12 wyjątkowych zdjęć zawodników, którzy w sezonie 2025 zapisywali się na kartach historii motocyklowego Grand Prix.
KUP TERAZ. WYSY£KA GRATIS »
|
|









































Komentarze 2
Poka¿ wszystkie komentarzeNa kilka chwil przenios³am siê z Wami do Afryki. Zdjêcia ¶wietne, opis te¿ bardzo fajnie siê czyta. Zazdroszczê, pozdrawiam!
OdpowiedzS³owa uznania i szacunek. Dwie uwagi. 1. Znacznie przyjemniej ogl±da³oby siê bogaty materia³ zdjêciowy, gdyby by³a jedna fota przedstawiaj±ca uczestników przy ich motocyklach z podpisem kto jest ...
Odpowiedz