Niedziela 17.08 Znowu ten pieprzony budzik! Jest 6. Spałam niecałe 4 h, a 1200km przed nami... Pakujemy bagi, wyczekowanie, parking i przypinanie bagaży. Danielowi padła navi, ale Smokowa działa. Trochę zaczęła wariować, ale została doprowadzona do kultury. Przynajmniej tak nam się wydawało... Wyjazd z hotelu o 7.30, tankowanie w Kolonii i znowu autostrada... Niby fajnie, ale ja już widziałam, co to znaczy... Jedynka, dwójka.. szóstka, 200km/h. I tak trzymamy. Szyk ten sam. Smoku z Kasia, ja, Daniel.
Wracamy inną autostradą. Dla mnie OK. Będziemy mijać co innego to zrobię sobie moje moto-sajt-siing. No. Widoki piękne. Ależ pagórków i łuków! Cudownie jest się w nie ładować lecąc 200 km/h. Ale żeby nie było tak kolorowo zaczęło się zapiepszanie. Lecę 200, a tu „wziuuum", coś z lewej! Objuczony XX Smoka z Kasią na pokładzie gonił te rakiety w takich momentach pod 250... Ja biedna starałam się gonić ile Michaśka miała sił i tak parę razy ciągnęłyśmy te 220. Biedna moja mała, ale była dzielna. Przybierałam aerodynamiczny kształt, czyli przyklejałam się do baku, jak jakaś pijawka i modliłam się, żeby to pałowanie się skończyło, bo ją zagrzeje! Tylko czekałam na kontrolkę... Aha jasneee, co przeleciał jakiś szatan to XX znikał mi z oczu, odkręcałam ile Michaśka mogła, a 954 spokojnie sobie leciało za mną te 220. Kolejny szybki łuk i kolejny i kolejny z 200 na zegarze. Ładny kraj. Aż dziw, że miałam czas spojrzeć. W pewnym momencie stwierdziłam, że mam już jakiś odruch Pawłowa, bo co zobaczyłam śmignięcie przy XX-ie to prawa ręka sama ciągnęła manetkę o te 20 km zapasu do odcięcia i w głowie wskakiwała myśl „no to zapierdalamy Michalina". Tylko zaczęłam jakoś czuć, że te widoki są za długo piękne... Chyba moje przeczucia się sprawdziły, bo Smoku ściągnął nas w wyjazd z autostrady i zatrzymaliśmy się obok jakiegoś a'la PGRu. Smoku potwierdza. Navi ześwirowała i poprowadziła nas w pole. Próba ustawienia trasy i jedziemy. Po 6km wracamy pod ten śmierdzący PGR. Szlag by to! OK. Ustaliliśmy, że wracamy na autostradę i próbujemy zawrócić. I tak nadłożyliśmy km wiec, co za różnica ile będziemy wracać na właściwą drogę? A tak chociaż będziemy wiedzieć gdzie jesteśmy. Jedziemy. Minęło trochę km i Smoku zdecydował się na kolejny zjazd. Parking. Trzeba coś zrobić z tą navi. Zaczyna mi być gorąco. Słońce świeci pięknie. Jest 12. Zdjęłam kurtkę i położyłam się na chodniku próbując odpocząć. Zaczęłam się źle czuć. Gorąco. Senno. Duszno. Smoku informuje, ze navi chyba już wróciła do siebie, ale że będziemy teraz jechać przez wioski. Nadłożymy km. OK., co za różnica. I tak lecimy 200 wiec szybko zejdzie. I tu zonk. Zaczęłam zasypiać na moto, a drogi naprawdę kręte po tych górach. Serpentynki psia mać. W innym przypadku bym się cieszyła... W pewnym momencie chyba zniecierpliwiony moim tempem Daniel podjechał tak, że zobaczyłam go blisko w lewym lusterku. Serce mi podskoczyło, aż się na parę sekund ocuciłam. Byłam w takim stanie, że zamiast szarej 954 widziałam granatową R1. Przez chwile nawet się zastanawiałam skąd ta R1 za mną?! Wiedziałam już, że jest ze mną źle. Mózg się wyłączył. Zaczęłam walczyć z oczami. Otwórz, otwórz! Ziewam. Senno... Wreszcie dojechaliśmy do autostrady. OK., jak znowu zacznie się to popieprzenie po 200km/h to się obudzę. Lipa. Leciałam 200-210 i zasypiałam. Wreszcie stacja i tankowanie. Wkurzona na swój stan odwaliłam szoł na środku zdejmując golf termoaktywny, prezentując bieliznę i zakładając cieńki T-shirt. Miałam gdzieś publikę. Musiałam się schłodzić. Powiedziałam, że potrzebuje przerwy. Obok była restauracja (sieć AXXE nawet polecam). Usiedliśmy. Poszłam do toalety ściągnąć leginsy spod spodni i... trochę mi się zasłabło. Oparłam się o ścianę i czekałam aż wirowanie przejdzie. Przegrzanie. To mnie dopadło. Było pod 30st.C. Wracając po schodach na górę do restauracji prawie z nich spadłam... Jakiś człowiek złapał mnie w ostatniej chwili. Musiałam odpocząć. I to nie 15 min, a dłużej. Poszłam po zimne picie i lody. Kasia, Smoku i Daniel zamówili obiad. Stwierdziłam, że to zły pomysł. Posiłek mnie rozgrzeje i będzie znowu gorzej, a poza tym krew odpłynie do trawiącego żołądka wiec mózg będzie niedotleniony. Zjadłam 2 Corny, loda wodnego i wypiłam zimnego Poweraid'a. I tak po godzinie siedzenia zrobiło mi się lepiej. Siły wróciły. Tymczasem na stację podjechały R1 i R6. Młodzi Polacy, miło się z nami przywitali. Chłopaki z Poznania zapytali czy mogą się dopiąć. Mieliśmy 200 km do Berlina. Po wypytaniu o naszą przelotową trochę wymiękli, ale postanowili się trzymać, ile dadzą rade. Ruszyliśmy, ustawiliśmy stałe 200 km/h jak na autopilocie i po jakiś parunastu km zaczęłam gubić ich obraz w lusterku. Zaczęło się zapieprzanie. Co przelot jakiegoś Porsche, Volvo, Merola czy BMW to XX przyspieszał, Michalina zaliczała maxa na prędkościomierzu, 954 siedziało nam na tyłku. Minęło 200km, czas na tankowanie za Berlinem. I ku naszemu zdziwieniu, jak się zbieraliśmy podjechały poznańskie R1 i R6. Chłopaki pochwalili nas za piękne zgranie, równe odległości, synchroniczne zmiany pasów, trzymanie równego szyku. Miło. Ruszamy. Smoku chyba specjalnie dla nich zwolnił pod 180. Chłopaki za nami. Granica i jednopasmówka - tak, to już Polska. Tym razem udało im się utrzymać jeszcze przez parę km, zanim poszliśmy ostro między samochodami. Tniemy. Czas biegnie nieubłaganie. Czuje się dobrze. Zrobiło się chłodniej. Było ok.20-tej, jak dojechaliśmy na stację na początku autostrady poznańskiej. Analizuje swój stan: boli bark, kolana i dołączyła się lewa kostka. Zaczęłam utykać. Przejdzie jak wsiądę. Wmówię sobie, że mnie nie boli. Nie jest jeszcze tak źle. 1000 km za nami. 13h w drodze. Dam rade, bo panuje nad ciałem. Na stacje wjeżdżają R1 i R6. Zaczęłam się śmiać, że jak rzepy się przyczepili. OK. Lecimy Czas nagli. Mały Smoku Junior czeka na karmienie ok. 24. Wlot na autostradę. Trzymamy grzecznie 160. Do pierwszej bramki... Znowu 190 na zegarach. Zrobiło się ciemno i... okropnie zimno! Za drugą bramką wymusiłyśmy z Kasią postój na ubranie. Wcisnęłam na T-shirt golf termoaktywny, na to jeszcze jeden T-shirt, leginsy pod spodnie, kominiarka i bandamka, założyłam zimowe rękawice. Kasia zastosowała inną metodę i założyła kombi przeciwdeszczowe. Lecimy. Znowu 190 na zegarach a ja zamarzam. Zaczęłam się modlić, żeby to się wreszcie skończyło. Stresowała mnie dodatkowo myśl, że paliwa w baku coraz mniej a takie zapieprzanie sprzyja spalaniu. Już widziałam jak 30km od stacji Michaśka gaśnie i znika z pola widzenia. Może Daniel się zorientuje, że zniknęłam? Na pewno. Mam nadzieje. Ale jeszcze jedziemy. Tfu! Zapierdalamy po tej lodowatej nocy. Tracę czucie w rękach, wiatr wbija mi się jak szpikulce w barki... Modlę się o koniec. I o herbatę. Zaczynam, co parę chwil zerkać na licznik. Ile jeszcze km do stacji na końcu autostrady... jeszcze 120, jeszcze 100, jeszcze 90, 85,80,70... Trzymamy 190 km/h. Nasza eskadra tnie lewym i tnie. Q**a, kontrolka rezerwy zaczęła razić tym wrednym pomarańczowym światłem! Gdzieś tam daleko jest herbata i paliwo. Boże, jak mi zimno. Ile jeszcze mam tak jechać? Dojadę? Starczy mi oparów wachy? Końca nie widać... Właśnie, gdzie tu jest koniec ten pieprzonej autostrady?! Miałam dość. Bardzo dość. Jest! Wreszcie wybawienie. Tankowanie 95 i herbaty. Ciepło. Dobrze mi. Noga i bark napieprzają. Utykam jeszcze gorzej, kostka tak boli, że nawet jak siedzę krzywię się z bólu. Kolana prawie się nie prostują. Chucham w ręce. Szyja zziębnięta. Kurde, czemu nie wzięłam tego zimowego ocieplacza na szyję? Głupia jestem. Ruszamy. Czeka nas 120 km do Warszawy między sznurami tirów po zabójczo koleiniastej drodze zimną, ciemną nocą po 15 h drogi. Będzie przewalone, już to czuję. Ale 1300 km już za mną... Boże żebym dojechała cało. Zimno. Strasznie zimno. Oślepiające światła. Tracę czucie. Mam wrażenie, że motocykl jedzie jednym torem, ja innym, jakby nad nim. Boże nie pozwól mi się teraz rozwalić... Przejechałam tyle km! Musze dojechać. Nie. Nie dam rady. Gdzie tu jest jakiś pieprzony hotel? Nie. Kurde nie zatrzymam się 100 km przed Wawą! Boże, czemu te km tak wolno płyną? To ja już wolę na tą autostradę... Gdzie ten Sochaczew? Ile tych tirów do cholery? Kurde czy musi być tak przeraźliwie zimno? Ile ja jadę? Nie. Nie patrz na licznik i tak drogi nie widzisz. Skup się do cholery! Trzymaj ten motocykl! Zimno. Nie mam siły. Chce się zatrzymać. XX pędzi, więc lecę za nim. Dobra, mam plan. Będę się trzymać bliżej XX to będzie mi jaśniej z przodu i może te tiry nie będą tak razić? Q**a. Znowu tir przed nami. Nie. Bunt. Q**a, nie wyprzedzam. Nie wiem, co się ze mną dzieje, więc nie wyprzedzam. A jednak, wyprzedziłam. Kolejnego, kolejnego i kolejnego. Boże zlituj się... O wreszcie jakieś miasto! Latarnie! Widzę drogę. Sochaczew. Ile do Warszawy? Wciąż daleko. Za daleko... Odpływam. Ciało, gdzieś na motocyklu, ale reszta snuje się gdzieś indziej, nie wiem gdzie. | |
Komentarze 42
Poka¿ wszystkie komentarzeFajna wyprawa podziwiam i zazdroszczê.
OdpowiedzPrzeczytalem wszystko szlo jak z dobra ksiazka,podziwiam was za ten wyczyn,ja sie kurcze szczypie czy sie szarpnac na 500km,jednorazowo a tu taka przygoda ze masakra,chyba bym wymiekl.pozdrawiam
Odpowiedz£atwo jest przejechaæ wiêksz± odleg³o¶æ gdy ma siê na to patent. Albo w³a¶nie tankowanie co 200 czy od dwustu do dwustu. Ja drogê sobie dzielê na przyk³ad na "Poznanie". Do Poznania mam 100 km a wiêc trasa sk³ada siê z piêciu Poznani. I jako¶ to leci :) Grunt, ¿eby sobie wyobra¿aæ przyjemn± trasê :P
Odpowiedzdziekuje, mi³o ze ktos to jeszcze czyta ;o) A te 500km spokojnie dasz rade :o) Za 200km bedizesz mial tankowanie - czas w sam raz na odpoczynek. Ja przed wyjazdem tez mialam watpliwosci czy to wykonalne a okaza³o sie ze spoko. Trzymam kciuki!
OdpowiedzS±dze ,¿e tak± jazdê to lepiej zostaw sobie kotku do ³ó¿ka. Facet bêdzie mia³ frajde ,a Ty przyjemno¶æ. ¦migam od 20-tu lat i czytam te wypociny poprostu z za¿enowaniem. Obym nastepnym razem nie...
OdpowiedzMotocykle s± dla ludzi rozs±dnych i z wyobra¼ni±. O was tego z ca³± pewno¶cia powiedzieæ nie mo¿na. Stanowicie niestety zagro¿enie nie tylko dla samych siebie ale i dla innych. Co mo¿na powiedziec ...
Odpowiedzprzeciez nie jechal 250 caly czas tylko sporadycznie i to po autostradzie w Niemczech gdzie ludzie lataja po 300 km/h, gdzie ty czlowieku wyczytales ze tylko jechali!przeciez zwiedzili Koloniê,byli na super imprezie Bull Air ,zrobili mase fotek. Przygoda super
OdpowiedzDawno tu nie zagladalam ale widze ze tekst wciaz budzi kontrowersje. To nie byla wycieczka krajoznawcza tylko planowany szybki przelot autostradami na show Red Bulla. I jak zauwazono autostrady niemieckie pozwalaja na takie predkosci i oczywiscie bylismy wyprzedzani przez samochody. Czy one nie wyladuja na znaku drogowym? Myslisz ze jestesmy gowniarzami co sie dorwali do sportow? Nie. Swoje lata mamy na glowach i wyjechane tys km, do tego mnostwo czasu spedzone na specjalistycznych treningach przechodzonych co sezon. I mimo uplywu czasu nasza cala trojka jezdzi jak jezdzila, jest cala i zdrowa.
OdpowiedzJak wy je¼dzicie po 200-220km/h i sredni± w trasie macie 77km/h. Ja rozumiem, ¿e postoje itp. ale chyba musicie siê jeszcze sporo nauczyæ o turystyce bo Twoj opis ¶wiadczy o waszej mega nieodpowiedzialnosci (jak twoje zasypianie na motocyklu a mimo to "200"). Zenada generalnie dziewczyno.
OdpowiedzNapisze ³opatologicznie: wlasnie takie emocje mial wzbudzic ten tekst, zeby nikomu nie przyszlo do glowy tego powtarzac. A my pewnie i tak zachowalibysmy sie tak samo, moze tylko z ta roznica ze ja zjechalabym do motelu. Jestesmy specyficzni i zadne poczuczania nic w nas nie zmienia, wazne zeby pokazaly innym zagrozenia na naszym przykladzie.
OdpowiedzCA£KOWITY BEZSENS - nastepnym razem sk±czysz na znaku drogowym.
Odpowiedz¶wietny opis ale okoliczno¶ci zw³aszcza powrotu marszcz± sier¶æ na plecach
Odpowiedz