tr?id=505297656647165&ev=PageView&noscript=1 All Motocyklem po po³udniowej Europie - czê¶æ druga
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG
NAS Analytics TAG

Szwajcaria bez restrykcyjnych ograniczeń, ale za to z długimi serpentynami i tabunami turystów na jednośladach, Francja wita otwartymi bunkrami, plażami na Lazurowym Wybrzeżu oraz masą drogich samochodów

„Motocyklem dookoła południowej Europy - czyli jak chciałem, ale nie dotarłem na Gibraltar."


Reklama


NAS Analytics TAG

Zapraszamy do lektury dalszego ciągu relacji Grzegorza Stasiaka z motocyklowej wyprawy po południowej Europie.

Noc minęła cicho i spokojnie. Słońce obudziło nas tradycyjnie, tuż przed godziną 6:30. Kto rano wstaje, ten leje jak z cebra i podobno płaci rachunki. Po zautomatyzowanym pakowaniu, szybko ruszyliśmy w kierunku granicy szwajcarskiej. Poranny chłód dawał w kość. Pomimo bezchmurnego nieba, temperatura oscylowała na poziomie 12 st. C. Nie dziwota, skoro byliśmy na wysokości 1800 m n.p.m., a wczesna godzina obrażała każdego porządnego urlopowicza. Na drogach panował... brak jakiegokolwiek ruchu kołowego! Niska temperatura zmuszała do częstych postojów, w atrakcyjnych, malutkich zatokach parkingowych, z widokiem na ciemno-srebrne szczyty Alp oraz do większego zużycia gorącej herbaty. Odkryłem nowe możliwości płynące ze strony gorącego napoju. Ciepły kubek można było umieszczać między różnymi częściami ciała, skutecznie je grzejąc.

Trzeba przyznać, że obawialiśmy się restrykcyjnych przepisów drogowych, egzekwowanych ze szwajcarską precyzją. Szybko okazało się, że Szwajcarzy jeżdżą ostro po krętych, górskich drogach, a przepisowe 80-90 km/h jest w zupełności wystarczające, jak na motocykl. Ciekawym rozwiązaniem (spotykanym też w Austrii i Francji), umożliwiającym płynny ruch, jest brak ograniczeń prędkości i podwójnej ciągłej na drogach poza terenem zabudowanym. Kierowcy jeśli uważają, że są w stanie wyprzedzać bezpiecznie na serpentynach, robią to używając wyobraźni, jako głównego znaku drogowego. Częste i nieprzemyślane ograniczenia, stosowane w nadmiarze w Polsce, powodują więcej wypadków i korków, niż na Zachodzie. Jazda po tamtych krajach była bezstresowa i spokojna, a leniwa z pozoru policja, wydawała się nie zwracać uwagi na turystów. Momentami miałem wrażenie, że motocykliści są traktowani według innych praw. Wyobraźmy sobie pościg za motocyklistą po serpentynach Alp... Oni nie wyobrażają sobie takiej głupoty.

Tego dnia kierowaliśmy się krętą drogą do St. Moritz, a później nad bajkowe jezioro Lago Di Como we Włoszech. W ciągu jednego dnia, wyjechaliśmy ze Szwajcarii i wróciliśmy do niej, objeżdżając jedno z kilku polodowcowych, włoskich jezior, będących wielką atrakcją turystyczną dla Włochów i nie tylko. Jeziora znajdują się w na przedgórzu Alp, a przed nimi rozciągają się wyjątkowo nudne i płaskie tereny rolnicze. W południe pogoda zmieniła się ze szwajcarskiego zimna, we włoski żar lejący się z nieba, więc zatrzymaliśmy się, żeby odpocząć i popływać. Większość przydrożnych mini plaż była wybetonowana i skryta w cieniu lokalnych hoteli. Jednak zdarzały się i takie z piaskiem i nudystami czającymi się w krzakach. Jaka to była ulga, ściągnąć ochraniacze, buty motocyklowe, kurtkę i kask i przebrać się w strój kąpielowy. Woda była lodowata, ale ochłodziła nas świetnie. Pomimo upału, nie byłem w stanie jechać bez ochraniaczy na goleniach i kolanach. Powodem było nie tylko bezpieczeństwo, ale również gorące powietrze wydzielane przez dwie chłodnice zlokalizowane tuż nad kolanami. Takie usytuowanie elementów chłodzenia silnika narażało na poparzenia, wobec tego nie rozstawałem się z plastikami na podudziach.

Nasza trasa wiodła niekończącymi się serpentynami oraz zwężeniami i tak już wąskich dróg. Obserwując ruch na drodze, nie potrafiliśmy zrozumieć logiki kierowców wielkich, ciężarowych tirów, które ledwo mieściły się na zakrętach czy między budynkami. Zmuszały nas one często do chowania się w przydrożnych bramach lub zatokach, celem ustąpienia miejsca.

Jeszcze tego samego dnia wróciliśmy do Szwajcarii, kierując się na Lugano. Ostatnią atrakcją była zapora w dolinie Verzasca. Dwustudwudziestometrowa konstrukcja robi ogromne wrażenie. Istnieje tutaj możliwość skoku na bandżi, co pozwala poczuć się jak James Bond, ścigający bez spadochronu, spadający bezwładnie samolot, w filmie „Golden Eye" - kręcony właśnie w tym miejscu, w 1995 roku.

Ponieważ nieubłagalnie zbliżał się wieczór, ruszyliśmy w kierunku słynnej przełęczy św. Gottarda. Jazda może nie była jakoś specjalnie wyczerpująca, ale droga, w pewnej chwili, zaskoczyła mnie bardzo wąskimi tunelami, które skręcały pod górę o 180 stopni. Jak co dzień, wystąpił problem noclegu. Czytałem, że Szwajcarzy są bardzo surowi dla śpiących na dziko, dlatego szukaliśmy miejsca przy skromnie wyglądających domach. Pukaliśmy do drzwi i na migi ujawnialiśmy cel naszej wizyty. Niestety poszukiwania szły nam nieefektywnie (albo za często Szwajcarzy odmawiali) i w pewnym momencie wylądowaliśmy w wysokich górach. Zrezygnowani, przypadkowo natknęliśmy się na leśny obóz/kolonię dzieci z ojcami. Kilka wielkich, tradycyjnych, wojskowych namiotów zostało zlokalizowanych na urokliwej przełęczy przy potoku bez nazwy. Mieszkańcom towarzyszyły kozy, kury i barany trzymane w klatkach - taki agrolager. Był to obóz integracyjny dzieci z rodzicami, czy może jakaś sekta? Faktem jest, że połowa maluchów biegała nago, a wokół ogniska stali wszyscy razem trzymając się za ręce.

Początkowo, mieszkańcy obozowiska nie chcieli wyrazić zgody na nasz nocleg. Ustąpili po kilku polskich dosadnych słowach. Przemówił wydźwięk naszych eksportowych przekleństw, znanych na całym świecie, a nie ich zawartość merytoryczna. Byliśmy tak zmęczeni pierwszym poważnym dniem wyprawy, że po kąpieli mojej dziewczyny w lodowatym potoku, zasnęliśmy jak niemowlaki. Ja, w przeciwieństwie do niej, nie odważyłem się na zamoczenie żadnej części ciała...

Wyprawa na Gibraltar az zal wracac
Wyprawa na Gibraltar biwak
Wyprawa na Gibraltar Passo della Novena Szwajcaria
Wyprawa na Gibraltar widoczek
Wyprawa na Gibraltar droga w gory
Wyprawa na Gibraltar odpoczynek na moto
Wyprawa na Gibraltar Dolina
Wyprawa na Gibraltar Coll du Galibier po drugiej stronie
Wyprawa na Gibraltar A gdzie barierki

Kolejny dzień upłynął znowu pod znakiem zakrętów i serpentyn. Marzyłem o kawałku prostej i płaskiej drogi, choćby zakorkowanej, polskiej A-4. Kierowaliśmy się na Oberralppass, mijając górskie jeziora, z których Szwajcarzy czerpią wodę pitną, oglądając ośnieżone szczyty i kręte dróżki prowadzące do pobliskich wsi. W budowaniu dróg, mieszkańcy Szwajcarii musieli dojść do perfekcji. Krajobraz ich nie rozpieszczał, a oni podporządkowali go sobie, przecinając 2,5-tysięczne przełęcze drogami, budując autostrady w górach, sprawiając, że zakręty, nawet jeśli miały 180 stopni, możliwe są do pokonania. Po wjechaniu na słynną przełęcz św. Gottarda, droga rozdzieliła się na autostradę biegnącą szczytami prosto, jak strzała oraz brukowaną ścieżkę wijącą się bardzo stromo w dół, złożoną z samych zakrętów. Tędy właśnie mieliśmy zjechać! Już po chwili, hamulce zaczęły piszczeć, gdy ledwo mieściliśmy się w winkielkach. Ja, jako kierowca byłem skupiony do granic możliwości, a mój pasażer podziwiał cuda natury i rąk ludzkich - to się nazywa sprawiedliwość! Powoli i ostrożnie zjeżdżaliśmy z San Gottardo i nie była to ostatnia taka droga tego dnia. Nasza trasa wiodła następnie przez Bedretto, w stronę kolejnej przełączy, Passo dela Novena.

Tym razem wtoczyliśmy się (inaczej tego nie można nazwać) na wysokość 2478 m n.p.m.. Ze szczytu roztaczał się majestatyczny widok na szwajcarskie czterotysięczniki, a podziwialiśmy go w towarzystwie setek innych motocyklistów i rowerzystów. Pomimo niezapomnianych wrażeń, mieliśmy powoli dość jazdy w ciągłym skupieniu. Czekała nas jeszcze przeprawa przez Grimelspass... W połowie, konieczna była przerwa, aby podwyższyć poziom glukozy w naszych organizmach - stres i zmęczenie dawały o sobie znać.


Reklama


NAS Analytics TAG

Byliśmy tutaj niemal ścigani przez tabuny jednośladów. Setki, może tysiące motocyklistów i rowerzystów mijało i wyprzedzało nas na drodze. Zasada była prosta: pierwszy ucieka, a kilku innych próbuje go dogonić. W ten sposób tworzyły się peletony dziko pędzących jednośladów. Moja duma woźnicy motocykla źle znosiła tego typu incydenty, kiedy byłem wyprzedzany przez... kolarzy! Oliwy do ognia dolewały radosne gesty pozdrowień i szerokie, jak doliny górskie uśmiechy cyklistów, jawnie drwiących z mojej prędkości. Byliśmy jednym z bardzo niewielu motocykli, na którym siedziały dwie osoby z bagażami i tylko ten fakt mnie usprawiedliwiał. Bezpieczeństwo, odpowiedzialność za siebie oraz zaufanie pasażerki na ponad czterystukilogramowym zestawie były najważniejsze! Kto o tym zapomina, pojawia się w nekrologach...

Po południu, droga wiodła nareszcie po prostym. Ucieszyło nas to, ponieważ tysiące zakrętów, wzniesień i ciągłe używanie I/II biegu podnosiło zużycie paliwa do 5.5 litra. Kierowaliśmy się do granicy z Francją, pokonując trasę: Interlaken - Spiez - Zwiesimmen - Gstaad - Les Diablerets. Tutaj właśnie zostaliśmy nagle zatrzymani przez policję. Ku naszej „niezmiernej radości", poinformowali, że droga jest zalana trzydziestoma centymetrami wartkiej wody! Jedynym wyjściem miało być bezwarunkowe zawrócenie, w celu ratowania życia...

Obywatele szwajcarscy, jak na zdyscyplinowany naród przystało, bez szemrania wykonywali polecenia policji i straży pożarnej. Nam jednak, nie w smak było nadłożenie kolejnych 100 km. Jadąc w kierunku powodzi, starałem się desperacko sobie przypomnieć forumowe wypowiedzi doświadczonych motocyklistów, do jakiej wysokości można zalać silnik bez konsekwencji. Nagle zostaliśmy zatrzymani przez strażaka nadzorującego całą akcję ratunkową. Szybko doszedł do wniosku, że nie warto nas denerwować i zezwolił jechać ku... 5 centymetrom spływającej wody. Forsując ten kataklizm, nie udało nam się zmoczyć całych opon. W polskich warunkach często spotykamy się z podobnymi zdarzeniami, ale w naszym języku nazywamy to kałużami. Cóż, co kraj to obyczaj...

Po zjechaniu z gór, naszym oczom ukazała się zupełnie inna Szwajcaria. Winnice i średniowieczne zamki przypominały, jak blisko jesteśmy od granicy francuskiej. Zdecydowaliśmy się na nocleg w zatoce przy autostradzie, kilkanaście kilometrów przed Chamonix Mont Blanc. Miejsce wydawało się doskonałe na ten cel. Woda, WC, mały ruch samochodów, bujne krzaki, brak domostw w pobliżu oraz ogrodzony teren zachęcały do noclegu. Zaraz po wczesnej kolacji rozbiliśmy namiot w zaroślach, przez które prowadziła ścieżka znikąd do nikąd. Motocykl został dokładnie zamaskowany ściętą trawą i zaparkowany obok nas w taki sposób, że niemożliwe było przejście.

Niestety myliliśmy się... O godzinie 22:00 obudziły nas dziwne szmery wokół namiotu. Zdenerwowany, wyskoczyłem z namiotu i ujrzałem skradającego się niczym Winnetou mężczyznę. Na moje pytania w trzech językach „Czego sobie życzy?!", nie był w stanie nic odpowiedzieć. Może zaskoczyła go moja płynna francuszczyzna, przeplatana polską łaciną kuchenną? Nie wiem. Zniknął w ciemnościach tak szybko, jak się pojawił. Zdecydowałem się zbadać okolicę dzierżąc nóż w dłoni, który raczej pretendował do miana tasaka. Szybko zwiedziłem okoliczne krzaki i zaszedłem od tyłu tegoż samego człowieka, tyle że obserwującego nas z innego miejsca. Zdenerwowany do granic możliwości wróciłem do namiotu i zdecydowałem o natychmiastowej ewakuacji. W biegu spakowaliśmy namiot, ubraliśmy kurki na piżamy i chcieliśmy jak najszybciej zniknąć. Kilka minut później okazało się, że kolesiów jest dwóch. Drugi, jak duch pojawił się w świetle reflektora, gdy z opuszczonymi spodniami załatwiał swoje potrzeby fizjologiczne na środku restplatzu, za nic sobie mając stojące obok WC. Odreagowałem, kierując na niego hałasujący motocykl. Widok uciekającego napastnika z gaciami poniżej kolan był pożegnaniem pięknej Szwajcarii.

Generalnie, mieliśmy na dziś serdecznie dość szwajcarskiego bezpieczeństwa i gościnności. Byłem wściekły, moja ładniejsza połówka przerażona. Granicę przekroczyliśmy przed północą, pokonując w ciemności liczne serpentyny i podziwiając światła Martigny z wysokości. Tuż za granicą, rozbiliśmy kolejny obóz. Dokonaliśmy tego na czyimś podwórku, jak się potem okazało, ale o tej porze było nam wszystko jedno.

Wyprawa na Gibraltar Przez przypadek okazalo sie ze to jedna z najwyzszych przeleczy w Alpach
Wyprawa na Gibraltar Transalp w chmurach
Wyprawa na Gibraltar lusterko
Wyprawa na Gibraltar Kontakt ze swiatem
Wyprawa na Gibraltar motocykle na trasie
Wyprawa na Gibraltar Motor zamaskowany chcielismy tu spedzic noc
Wyprawa na Gibraltar widok

Dzień następny przywitał nas bezchmurnym niebem i gorączkującym się właścicielem miejsca, na którym zasnęliśmy. Przybył do nas otoczony stadem kóz żądając zadośćuczynienia w postaci 20 €. Z tego co zrozumiałem, groził nam policją albo użyciem kóz. Mój francuski chyba był zbyt słaby, aby składać wyjaśnienia, więc gestykulując tylko, udaliśmy się w dalszą podróż. Cały późniejszy dzień zastanawiałem się, w jaki sposób rolnik z Francji chciał użyć kozy w warunkach bojowych celem nastraszenia turystów?

Lekka, poranna mgła ustąpiła ukazując nam majestatyczny widok masywu Mont Blanc w Chamonix! Nasza droga wiodła przez Alpy Francuskie, w kierunku najwyższych przejezdnych przełęczy w Europie, takich jak: Col de la Bonette (2802 m n.p.m.) i Col de Iserane (2770 m n.p.m.). Droga jak droga - tysiące zakrętów, motocykli i rowerzystów mijających jeziora i przestraszone świstaki. Kierowca z lękiem przestrzeni lub wysokości miałby pewne trudności w utrzymaniu trajektorii jazdy, głównie z powodu nagminnego braku barierek ochronnych. Trasa pokrywała się z zaplanowanym na następny dzień Tour de France 2009. Jest to swoiste francuskie święto narodowe. Rzesze smakoszy żab, pasjonujących się kolarstwem, potrafiło kilka dni wcześniej rozkładać na trasie peletonu namioty, samochody kempingowe i inne wynalazki. My na takie kombinacje nie mieliśmy czasu. Uparcie jechaliśmy w stronę kolejnych przełęczy, kierując się do Monte Carlo. Francuskie Alpy zaskakiwały nas urodą, przestrzeniami, brakiem samochodów i wysokim stopniem trudności jazdy.


Reklama


NAS Analytics TAG

Ciekawostką jest, że wzdłuż tras prowadzących w kierunku Włoch znajdują się dziesiątki (jak nie setki) otwartych bunkrów z czasów II wojny światowej, które można zwiedzać bez żadnych ograniczeń. Ktoś może zarzucić mi, że w środkowo-wschodniej Europie również możemy pochwalić się tego typu fortyfikacjami. Różnica polega na tym, że bunkry we Francji są czyste i nie pełnią funkcji la Toilette.

W zachodnich krajach Europy, normalnym jest spędzanie weekendów jeżdżąc motocyklem, rowerem lub zabytkowym/unikatowym pojazdem - tak dla przyjemności. W trakcie jazdy mijały nas kawalkady takich zapomnianych samochodów, motocykli i skuterów. Zloty i spotkania miłośników poszczególnych marek nie były rzadkością. Na jednym z karkołomnych wiraży minęło nas około 20 różnych Ferrari z ostatnich, na oko czterdziestu lat. Kierowcy wtłoczeni w swoje cacka i zapakowani do granic możliwości sprzętem biwakowym, jechali sznureczkiem w kierunku Chamonix. Nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie to, że kilka minut później, goniący ich maruderzy tej samej grupy wypadli nagle, ścinając zakręt, na mój pas. Gdyby nie moja rutynowa jazda prawym poboczem, zostalibyśmy ścięci. Zastanawiając się później nad tą sytuacją, doszedłem do wniosku, że zdecydowanie lepiej ginąć pod kołami Ferrari, niż zostać potrąconym przez pijanego kierowcę Fiata 126p.

Mijając Col de la Bonette (2802 m n.p.m.), Col de l'Iseran (2770 m n.p.m.), Col du Galibier (2646 m n.p.m.), Col de Vars (2110 m n.p.m.) oraz Col du Télégraphe (1566 m n.p.m.), powoli zaczęliśmy odczuwać zmęczenie wywołane ciągłą koncentracją i rozrzedzeniem powietrza na tej wysokości. Z zadowoleniem przyjęliśmy nagłą zmianę krajobrazu w Monte Carlo. Wieczorne szaleństwo migających, bajecznie kolorowych neonów i laserowych świateł przeplatało się z potokiem leniwie płynących pojazdów z najwyższej półki.

Po kilku samotnie przejechanych dniach, ten tłok, ścisk i miejski szum wymusiły szybką ucieczkę w kierunku Nicei oraz Cannes. Mieliśmy nadzieję przejechać tamtędy drogą wzdłuż morza, omijając autostradę, jednak kilometrowe korki oraz strajk GPSa zdecydowały o wybraniu płatnej drogi. Opłaty na tych trasach są iście bandyckie. Za kilkunastokilometrowy odcinek zapłaciliśmy kilkanaście euro. Pocieszające było to, że tylko raz jechaliśmy tego typu drogą (poza Austrią i Słowacją).

Nocleg wypadł nam w połowie Lazurowego Wybrzeża. Na klifach znaleźliśmy opuszczony dom, w którym zdecydowaliśmy się pozostać. Po ostatnich przejściach mieliśmy pewne obawy, aby spać na dziko, jednak miejsce wydawało się bezpieczne, puste oraz piękne. Na wszelki jednak wypadek, rozwiesiłem po harcersku bardzo nisko nad ziemią taśmy, tak aby szybciej usłyszeć nadchodzącego intruza. Obyło się bez niespodziewanych gości, ale nie bez stresu spowodowanego samochodem, który wypadł z drogi i runął w przepaść tuż obok naszego klifu jak na głupim amerykańskim filmie. Wskoczyliśmy bez kombinezonów i kasku na Hondę, ruszając w kierunku wypadku, ale straż i policja dojechały chwilę wcześniej natychmiast rozpoczynając akcję ratunkową. Wróciliśmy do namiotu wśród migających świateł i wycia syren.

Następny dzień zaczęliśmy od liczenia ukąszeń złośliwych komarów, drapania się po świeżych bąblach i narzekania na niedziałający ultradźwiękowy odstraszasz owadów, zakupiony na popularnym portalu aukcyjnym. Tego ostatniego najbardziej nam było żal, ponieważ kolejny raz nacięliśmy się na nieuczciwego sprzedawcę chińszczyzny.

Celem dnia była jazda wzdłuż francuskiego wybrzeża Morza Śródziemnego oraz obowiązkowe postoje na kąpiel. Plaże są czyste, zadbane i ciekawe. Często mięliśmy okazję wjechać motocyklem nad samo morze wbrew zakazom i protestom plażowiczów. Nie ma sensu ryzykować pozostawienia zapakowanego motocykla, gdy można radośnie ugrzęznąć przeładowaną maszyną w piasku na plaży. Czasami zdarzało się, że przez pomyłkę lądowaliśmy na terenach przeznaczonych dla nudystów. Niektórym może to przeszkadza, jednak nie nam. Jak wiadomo, Polacy są tolerancyjni na tego typu „dewiacje". Kilka przekleństw rzuconych pod nosem w kierunku „zboczeńców" i opaska na oczy umożliwiały bezpieczną kąpiel.

Chciałbym tu nadmienić, że nasza codzienna dieta drastycznie się zmieniła, gdy zmieniliśmy kraj pobytu. Miejsce cuchnących, tradycyjnych kiełbas salamopodobnych ze Szwajcarii, zastąpiły jeszcze bardziej śmierdzące sery o zapachowym bukiecie walonkowo-onucowym wraz z wątpliwej jakości bagietkami. Zapewniam Was, że każdy kto wydałby tyle € na te rarytasy, byłby „zadowolony".

Jazda Transalpem nie nastręczała problemów. Wbrew licznym opiniom znawców - teoretyków lub weekendowych turystów, byłem pozytywnie zaskoczony wygodą podróżowania. Człowiek na tym motocyklu jest w stanie swobodnie opuścić nogi w czasie jazdy, nie narażając butów na spiłowanie na asfalcie. Dziury, progi zwalniające czy lekki teren przestają absorbować uwagę kierowcy. Obiektywnie rzecz biorąc, takie rozleniwienie może być przyczyną dekoncentracji i wypadku. Najważniejszą jednak zaletą była wygodna pozycja pasażera. Wszyscy wiedzą, że szczęśliwy pasażer to zadowolony kierowca. Nikt przecież nie ma ochoty wysłuchiwać jęków i narzekań złożonego niczym szwajcarski scyzoryk „plecaczka".

Trzecia, a zarazem ostatnia część relacji Grzegorza Stasiaka z motocyklowej wyprawy po południowej Europie, ukaże się na łamach Ścigacz.pl już za kilka dni. Zapraszamy do lektury!

Wyprawa na Gibraltar Transalp nad urwiskiem
Wyprawa na Gibraltar nad jeziorem
Wyprawa na Gibraltar serpentyna
Wyprawa na Gibraltar Tama w Locarno dolina rzeki Verzasca
Wyprawa na Gibraltar wyzwanie dla Transalpa
Wyprawa na Gibraltar wzdloz torw
NAS Analytics TAG

Komentarze
Poka¿ wszystkie komentarze
Dodaj komentarz

Publikowane komentarze s± prywatnymi opiniami u¿ytkowników portalu. ¦cigacz.pl nie ponosi odpowiedzialno¶ci za tre¶æ opinii. Je¿eli którykolwiek z komentarzy ³amie regulamin , zawiadom nas o tym przy pomocy formularza kontaktu zwrotnego . Niezgodny z regulaminem komentarz zostanie usuniêty. Uwagi przesy³ane przez ten formularz s± moderowane. Komentarze po dodaniu s± widoczne w serwisie i na forum w temacie odpowiadaj±cym tematowi komentowanego artyku³u. W przypadku jakiegokolwiek naruszenia Regulaminu portalu ¦cigacz.pl lub Regulaminu Forum ¦cigacz.pl komentarz zostanie usuniêty.

NAS Analytics TAG
Tagi

Polecamy

NAS Analytics TAG
.

Aktualno¶ci

NAS Analytics TAG
reklama
NAS Analytics TAG

sklep ¦cigacz

    na górê