Sze¶æ osób i cztery motocykle - wycieczka do Armenii i Gruzji
Tunel również jest zamknięty. Przecisnęli się więc, demontując kufry, przez wejście dla obsługi
Ekipa motocyklistów pod patronatem Ścigacz.pl i Artravel wyruszyła na wyprawę do Gruzji i Armenii w następującym składzie: Bartek i Magda na BMW R1100GS, Mariusz i Małgorzata na KTM LC8, Robert i Andrzej na Hondach XRV750 Africa Twin. Wyjechali z rodzinnego Bielska 11. czerwca. Pierwszego dnia śmignęli przez Słowację i Węgry do Rumunii, zatrzymując się na nocleg u podnóża Trasy Transfogaraskiej.
Reklama
Kalendarz dla motocyklisty na rok 2026 Gwiazdy MotoGP.
Duży 42x30 cm. 79 zł WYSYŁKA GRATIS!
Kalendarz motocyklowy na rok 2026 ścienny, przedstawiający najważniejszych bohaterów tego sezonu MotoGP. Marc Marquez, Jorge Martin, Johann Zarco, Raul Hernandez, Fabio Quartararo, Franco Morbidelii, Pedro Acosta, Pecco Bagnaia, Marco Bezzecchi, Alex Marquez i inni w obiektywnie Łukasza Świderka, polskiego fotografa w MotoGP
KUP TERAZ. WYSY£KA GRATIS »
Kolejnego dnia rano ruszyli dalej. Trasa Transfolgaraska przecina z północy na południe Góry Fogaraskie, najwyższe pasmo górskie rumuńskich Karpat, między ich dwoma najwyższymi szczytami – Moldoveanu i Negoiu. Łączy miasta Sybin w Siedmiogrodzie i Piteşti na Wołoszczyźnie, pnąc się na wysokość 2034 m n.p.m. Znajduje się na niej 5 wiaduktów, kilka mniejszych tuneli oraz niezliczona liczba zakrętów. W najwyższym punkcie trasy leży jezioro Bâlea i najdłuższy tunel w Rumunii (884 m). Trasa była zamknięta, ale motocykliści myknęli przez zwał kamieni. Nie pożałowali, bo rozciąga się z niej nieprawdopodobny widok. Na górnym odcinku tras leżał jeszcze metr śniegu, od czasu do czasu drogę przecinało zwalone drzewo, sypały się kamienie... Dali radę, a frajda była wielka! Okazało się na dodatek, że tunel również jest zamknięty. Przecisnęli się więc, demontując kufry, przez wejście dla obsługi. Zjazd z najwyższego punktu trasy - po tych przygodach - odbył się bez żadnych problemów. W niedzielę dojechali do granicy z Bułgarią, przekroczyli Dunaj mostem, a nocleg wypadł im w Ruse, tuż za granicą. 13. czerwca ruszyli w stronę Turcji. Przejechali przez Wielkie Tyrnowo, historycznie trzecią stolicę państwa oraz Starą Zagorę, jedno z najstarszych miast w południowo-wschodniej Europie. Zachwyciło ich centrum Bułgarii i niesamowite góry. Może dlatego, że większości z nas kraj ten kojarzy się z plażami, a nie z łańcuchami górskimi, a tak naprawdę ma on około 50 szczytów przekraczających 2000 m n.p.m.
Granicę bułgarsko-turecką przekroczyli bez większych problemów i wieczorem dotarli pod sam Stambuł. Przeprawa przez to rozległe i niezwykle pięknie położone miasto była niezwykle ekscytująca (nawet obwodnica okazała się niezłym wyzwaniem strategiczno-heroicznym). Turcja mile zaskoczyła wszystkich przepięknie położonymi, dobrymi drogami, krajobrazami jak z bajki i niesamowicie życzliwymi ludźmi. Po offroadowym biwaku pod Samsun, 15. czerwca z rana pojechali wybrzeżem Morza Czarnego w kierunku, jak to mówią Turcy - Gruzistanu, by wieczorem dotrzeć do granicy. Zatrzymali się na chwilę w Batumi, ale bazę założyli 30 km za miastem. Przez dwa dni raczyli się gruzińskim winem (według najnowszych odkryć trunek ten pochodzi właśnie z Gruzji), smakowali gruzińskiej kuchni, leżeli na plaży i świętowali urodziny Roberta oraz zaręczyny Magdy i Bartka. 18. czerwca skierowali się w góry Kaukaz. Noc spędzili w plenerze: namioty, ognisko, zimno i mokro! 19. czerwca dotarli pod Kazbek, dla Gruzinów Mkinwarcweri, czyli "zamarznięty szczyt" leżący w Paśmie Bocznym Wielkiego Kaukazu, podobnie jak Elbrus (5642 m n.p.m.). Jest on drzemiącym wulkanem zbudowanym z law trachitowych. Zdobyli Kazbek w deszczu i we mgle. Wieczorem, gdy w ulewie szukali miejsca na biwak, przygarnęła ich gruzińska rodzina. Dzięki temu zakosztowali gruzińskiej gościnności, raczyli się świetnym winem i świeżo pieczonym chlebem oraz spali w komfortowych warunkach. Możliwość skorzystania z gorącego prysznica bezcenna!. Kolejnego dnia o poranku wyruszyli na tzw. Gruzińską Drogę Wojenną, która przywitała ich deszczem, śniegiem i błotem. Tutaj ekipa rozdzieliła się. Bartek, Magda, Mariusz i Małgorzata zostali w Gruzji, natomiast Robert i Andrzej 20. czerwca przekroczyli granicę z Armenią.
Dzisiejsza Armenia jest maleńkim krajem o bogatych tradycjach i historii sięgającej starożytnego Urartu, której kultura od prawie dwóch tysięcy lat opiera się na chrześcijaństwie. Mało kto wie, że to właśnie władcy ormiańscy jako pierwsi w świecie uznali chrześcijaństwo za oficjalną religię swego państwa, co miało miejsce już w 301 roku. Dzieje Armenii można bez przesady opisać przymiotnikami "tragiczne" i "wstrząsające". Dzisiejszą Armenię zamieszkują niespełna trzy miliony osób, niemal wyłącznie etniczni Ormianie. Szacuje się, że podobnie jak w przypadku Irlandii, większa część narodu żyje poza ojczyzną. Około 90% kraju leży na wysokości ponad 1000 m n.p.m. Robert i Andrzej pierwszy nocleg w Armenii spędzili przy granicy z Azerbejdżanem. Z góry, na której rozbili namioty, rozciągał się piękny widok na ten kraj. Z rana ruszyli na wschód w stronę Erywania, a następnie okrążyli jezioro Sewan, po czym - rzucając okiem na świętą górę Ormiań Ararat leżącą w Turcji, skierowali się na wschód, serwując sobie odffroadową jazdę. Nocleg wypadł im na wysokości 1800 m n.p.m. Wiało, padało, mroziło. Tutaj spotkali grupę motocyklistów z Krakowa. 22. czerwca skończyli objazd Armenii, przekroczyli granicę z Gruzją i korzystając z porady przesympatycznego celnika gruzińskiego, zafundowali sobie super offroadową jazdę wzdłuż granicy z Turcją.
To było ich pożegnanie z Gruzją. Wieczorem dotarli pod Trabzon – jedno z większych miast na przepięknym wybrzeżu tureckim Morza Czarnego. Tym razem wybrali nocleg w hotelu. Z rana ruszyli w stronę Europy. Przez Stambuł przejeżdżali wieczorem - było to wstrząsające doświadczenie, 5 pasów autostrady zapchanych samochodami, z których każdy chce cię wyprzedzić i jedzie na full contact. Wykończyło ich to na tyle, że nie mieli siły szukać przyzwoitego hotelu i skorzystali z usług szemranej noclegowni o nazwie Pelikan. 24. czerwca śmignęli przez Bułgarię trasą na Sofię, a dalej do Serbii. Przepiękna trasa widokowa, świetna autostrada serbska, pełna kultura na granicy. W Belgradzie złapała ich koszmarna burza. Andrzej odmówił dalszej jazdy i skończyło się noclegiem w przesympatycznym hotelu. 25. czerwca przejechali Węgry, Słowację i około 22:00 dotarli do Bielska-Białej.
Druga część relacji pojawi się na stronach Ścigacz.pl, gdy druga grupa – która została na wyprawie dłużej, wróci i zdąży opowiedzieć wszystkie emocje i wrażenia.
Reklama
Kalendarz dla motocyklisty na rok 2026 Gwiazdy MotoGP.
Duży 42x30 cm. 79 zł WYSYŁKA GRATIS!
Kalendarz motocyklowy na rok 2026 ścienny, przedstawiający najważniejszych bohaterów tego sezonu MotoGP. Jorge Martin, Johann Zarco, Raul Hernandez, Fabio Quartararo, Fermin Aldeguer, Fabio Di Giannantonio, Franco Morbidelii, Pedro Acosta, Pecco Bagnaia, Marco Bezzecchi, Alex Marquez, Marc Marquez w obiektywnie Łukasza Świderka, polskiego fotografa w MotoGP. W kalendarzu PSP Łukasza Świderka czeka na Ciebie 12 wyjątkowych zdjęć zawodników, którzy w sezonie 2025 zapisywali się na kartach historii motocyklowego Grand Prix.
KUP TERAZ. WYSY£KA GRATIS »
|
|













































Komentarze 4
Poka¿ wszystkie komentarzePo przeczytaniu n-tej relacji, która obejmowa³a wyjazd równie¿ do Rumunii zastanawiam siê czy w tym kraju jest tylko jedna droga trasa Transfogaraska.
OdpowiedzKurcze to jest dopiero wyprawa;/ Chcia³bym na tak± wyprawê chocia¿ raz w swoim monotonnym ¿yciu prze¿yæ.
Odpowiedzehhh, pozazdro¶ciæ... ;) szczegolnie gdy jest ¶rodek wakacji a cz³owiek musi siedzieæ w robocie... ;)
OdpowiedzCzy to ta sama ekipa co jaki¶ czas temu by³a w Magadanie? Pogratulowaæ udanej wyprawy! Extra zdjêcia! ;) Pozdrawiam.
Odpowiedz