GP Walencji - Podsumowanie
Podczas ostatniego wyścigu sezonu zabrakło co prawda dramaturgii i emocjonującej walki o zwycięstwo, ale nie zabrakło niespodzianek i ciekawych zwrotów akcji.
W tym roku tylko podczas trzech z siedemnastu wcześniejszych rund karuzeli MotoGP udało się uniknąć deszczu w trakcie wyścigowego weekendu. Nic więc dziwnego, że także na Grand Prix Walencji prognozy pogody nie były najlepsze. Opady miały co prawda ustąpić już w piątek ale stało się inaczej i wszystkie treningi wolne odbyły się na mokrym torze, a kilka kropel deszczu spadło nawet podczas sesji kwalifikacyjnej, wywołując spore zamieszanie w garażach.
Korzystając z opon typu „wet" wszystkie treningi wolne zdominował Amerykanin Nicky Hayden, który w Walencji żegnał się, po sześciu latach wspólnej pracy, z fabrycznym zespołem HRC - Repsol Honda. „Kentucky Kid" liczył na zwycięstwo, nie tylko idealny prezent dla swojej ekipy mechaników, ale także dla firmy Michelin, dla której niedzielny wyścig miał być ostatnim w MotoGP. Choć w czasówkach wszystko szło zgodnie z planem, 27'latek z Owensboro musiał zadowolić się dopiero trzecim polem startowym po kwalifikacjach i piątym miejscem w samym wyścigu po tym, jak niewielka ilość czasu spędzonego na suchym torze, a do tego wywrotka podczas niedzielnej rozgrzewki, uniemożliwiły zespołowi znalezienie odpowiednich ustawień Hondy RC212V. Na dodatek w samym wyścigu Nicky wystartował na zapasowym motocyklu, który nie był tak dobrze dopasowany do jego potrzeb jak maszyna, którą rozwalił podczas sesji „warm up".
Mimo iż w piątek zabłysnął jedynie efektownym dzwonem na mokrym torze podczas treningu wolnego, przez resztę weekendu w Walencji królował ustępujący mistrz świata, Casey Stoner. Podczas kwalifikacji, Australijczyk, podobnie jak chociażby Valentino Rossi, przestraszył się kilku kropel deszczu, które spadły na tor w połowie sesji i na długo przed jej końcem zużył wszystkie dostępne opony kwalifikacyjne. Deszcz jednak ustąpił, a Stoner, który powrócił na tor aby dopracowywać ustawienia wyścigowe, niespodziewanie zgarnął swoje szóste w tym roku pole position, korzystając właśnie z wyścigowych opon Bridgestone.
Następnego dnia rano 23'latek był także najszybszy w porannej, dwudziestominutowej rozgrzewce i było już jasne, że ekipa Ducati Marlboro znalazła odpowiednie ustawienia Desmosedici z numerem 1, a w wyścigu Stoner może po raz kolejny okazać się bezkonkurencyjny. Tak też się stało i choć po starcie prowadzenie objął Dani Pedrosa, Australijczyk wyprzedził go już w drugim łuku, a następnie rozpoczął ucieczkę, ostatecznie mijając linię mety trzy sekundy przed Hiszpanem i aż dwanaście przed Valentino Rossim.
„Dzisiaj nie mogłem prosić o więcej." - przyznał zadowolony zwycięzca, który w czwartek podda się operacji kontuzjowanego nadgarstka po której czeka go trzymiesięczna rehabilitacja. „Zakończenie sezonu w taki sposób to coś wspaniałego. Mój zespół bardzo szybko trafił w dziesiątkę i znalazł odpowiednie ustawienia choć mieliśmy bardzo mało czasu na jazdę po suchym torze. Jeśli mam być szczery, to w sobotę byłem trochę zmartwiony, ponieważ nie czułem się najlepiej na maszynie, ale podczas niedzielnej rozgrzewki zespół spisał się świetnie. Teraz nie mogę doczekać się już testu nowego modelu Desmosedici."
„Jestem zadowolony z drugiej pozycji." - wyjaśniał z kolei Pedrosa, który podobnie jak pozostali zawodnicy wspierani przez firmę Repsol, ścigał się w Walencji w specjalnym, „rocznicowym" malowaniu. „Robiłem co mogłem ale Casey był dzisiaj trochę szybszy i kontrolował wyścig. Cieszę się przede wszystkim z tego, że w ostatnich kilku wyścigach znów wróciłem do czołówki. Po zmianie opon spotkała nas spora krytyka, ale decyzja okazała się słuszna. To nie był dla mnie łatwy sezon. Dwa razy złamałem rękę. Z tego powodu wiele razy gubiłem rytm i nie byłem ostatecznie w stanie walczyć o tytuł oraz rozwijać motocykla."
Już w naszej zapowiedzi wspominaliśmy od pechu, który od kilku lat prześladuje Valentino Rossiego w Walencji. Niestety nie inaczej było w miniony weekend, który dla Włocha rozpoczął się od niegroźnego upadku w drugim treningu wolnym. Dzień później, podobnie jak Stoner, „Doktor" przedwcześnie zużył wszystkie opony kwalifikacyjne w połowie sesji, ale w przeciwieństwie do Australijczyka, w ostatnich minutach nie był już w stanie znacząco poprawić swojego czasu i wywalczył odległe, dziesiąte pole startowe.
Już wiele miesięcy temu Valentino przyznał, że aby nawiązać walkę ze Stonerem musi kwalifikować się w pierwszym rzędzie a po starcie jechać od samego początku tuż za zawodnikiem Ducati, gdyż w przeciwnym razie nie ma szans na dotrzymanie mu kroku. Choć nie miał najlepszego tempa, kibice Rossiego wierzyli, że po świetnym starcie znajdzie się on w czołówce, a następnie w wielkim stylu wygra ostatni wyścig sezonu. Ekipa Valentino już wiele razy udowadniała, że potrafi znacznie poprawić motocykl już po niedzielnej rozgrzewce, ale tym razem starania Jeremy'ego Burgessa i jego podopiecznych okazały się niewystarczające.
Po starcie 29'latek utknął za trzema zawodnikami korzystającymi z opon Michelin: Andreą Dovizioso, Nicky'm Haydenem oraz Colinem Edwardsem i potrzebował kilku okrążeń by wysunął się na trzecią pozycję. Gdy już to zrobił, Stoner i Pedrosa byli poza zasięgiem, a marzenia o zwycięstwie prysły jak mydlana bańka. „Nie było tak źle!" - uśmiechał się Rossi, który w tym sezonie na osiemnaście startów aż szesnaście razy stawał na podium! „Dobrze wystartowałem i szybko awansowałem na trzecie miejsce, świetnie się przy tym bawiąc, ale nie miałem już wówczas szans na dogonienie Daniego i od tego czasu jazda była trochę nudna. Mimo wszystko to był wspaniały sezon i nie mam powodów do narzekań. Żałuję tylko, że dziś wieczorem nie będziemy mogli zabalować, ponieważ już w poniedziałek rano rozpoczynamy testy przyszłorocznej wersji Yamahy M1."
Andrea Dovizioso w Walencji nie powtórzył swojego wyczynu z Malezji i nie udało mu się stanąć na podium, ale czwarta pozycja i fakt bycia na mecie pierwszym zawodnikiem Michelin były dla młodego Włocha sporym powodem do zadowolenia. Dodatkową radość sprawił fakt, iż „Dovi" po raz kolejny wyprzedził na mecie Haydena, którego dzień później miał przecież zastąpić w garażu ekipy Repsol Honda.
Siódme miejsce Colina Edwardsa, który zaraz po starcie wystrzelił na trzecią pozycję, potwierdziło dwie tezy - po pierwsze tor w Walencji nie jest najlepszym obiektem dla Yamahy YZR-M1, a po drugie, z powodu braku czasu na suchym torze, wielu zawodników - w tym Edwards - ścigało się korzystając z ustawień i ogumienia dalekich od ideału. „Brakuje nam tutaj „kopa" na wyjściach z wolnych zakrętów, a poza tym wybrałem za miękką tylną oponę i w drugiej połowie wyścigu nie mogłem jechać tak, jakbym tego chciał." - przyznał Teksańczyk.
W Walencji istotnym zmianom nie uległa ostateczna klasyfikacja generalna królewskiej klasy. Jedynym przetasowaniem był odebranie czternastej pozycji Randy'emu de Puniet przez debiutującego w królewskiej klasie Alexa de Angelisa.
Sezon 2008 już za nami. Już wkrótce zapraszamy jednak na strony portalu Ścigacz.pl na jego dokładną analizę i podsumowanie, a także na relacje ze wszystkich zimowych testów. Najbliższy z nich pod koniec listopada w Jerez de la Frontera.


Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze