Za ka¿dym razem kiedy tankujesz zostawiasz trochê paliwa. Kto na tym traci, a kto zyskuje?
Portal moto.pl zwrócił uwagę na ciekawy fakt. Okazuje się, że tankowanie to prawdziwa sztuka, zwłaszcza gdy uświadomimy sobie, że nie wszystko, za co płacimy, faktycznie ląduje w naszym baku.
I nie, nie chodzi tu o ukryte podatki czy inflację, ale o coś, co czai się w samym dystrybutorze paliwa - przewód! Okazuje się bowiem, że część paliwa, za które sumiennie regulujemy rachunek, pozostaje w wężu, zamiast radośnie chlupotać w zbiorniku.
Reklama
Te motocykle najlepiej sprzedawały się w ubiegłym roku
Zobacz nowości na sezon 2026 »
Motocykle tej marki były na pierwszym miejscu sprzedaży w Polsce! Na rok 2026 przygotowali nowe modele, które mają być jeszcze większymi przebojami tego sezonu. Zobacz te nowości i przetestuj je podczas dni otwartych
ZOBACZ NAJNOWSZE MODLE NA 2026 »
Każdy kierowca płaci za to, co wypływa z pompy, ale niestety nie wszystko dociera do celu. No dobrze, ile konkretnie tracimy? Zależy to od długości przewodu. Jeśli ma on 3 metry, możemy się pożegnać z 600 ml paliwa. Jeśli 3,7 metra - to już 700 ml, a przy 4,6 metra w wężu zostaje prawie 890 ml. Nic dziwnego, że niektórzy kierowcy stosują zaawansowane techniki "wyciskania" resztek z pistoletu, ale umówmy się - cudów nie ma. Więcej stracimy, niż odzyskamy.
Przy motocyklu sprawa wygląda jeszcze ciekawiej. Średnia pojemność zbiornika w jednośladzie to około 15 litrów. Strata w zależności od długości przewodu może wynosić od 4% do nawet 6% pojemności baku! Czyli w praktyce znikają nam dwa duże łyki paliwa, które mogłyby posłużyć na dodatkowy kawałek trasy.
Czy to oznacza, że na każdej stacji jesteśmy nieustannie okradani? Na szczęście nie jest tak źle. Wszystko dlatego, że identyczna ilość paliwa, która zostaje w wężu po naszym tankowaniu, trafiła wcześniej do baku innego kierowcy. To oznacza, że dostajemy dokładnie tyle paliwa, ile wskazuje dystrybutor - po prostu w pewnym sensie przekazujemy je sobie nawzajem. Mało kto o tym myśli, ale można powiedzieć, że istnieje pewna stacyjna solidarność paliwowa.
Inna rzecz, że na niektórych stacjach rzeczywiście dochodzi do oszustw, a jedną z najczęstszych metod jest manipulacja dystrybutorami paliwa, czyli modyfikowanie ich pracy w takich sposób, aby wydawały mniej paliwa, niż pokazuje licznik. Nieuczciwy sposób polega na ustawianiu blokady na pistolecie, co powoduje reset licznika po każdym tankowaniu. Jeśli przykładowo pierwszy pojazd zatankuje za 20 zł, a kolejny za 60, licznik zacznie odliczanie od 20 zł, zamiast od zera. Kierowca płaci wówczas za paliwo, którego nie dostał. Jednak znacznie "bezpieczniejszą" metodą dla oszustów jest rozcieńczanie paliwa. Ten proceder też niesie jednak ryzyko wpadki, bo stacje paliw są poddawane kontrolom stanu i jakości paliwa.
Wracając jeszcze do naszego głównego tematu, gdy będziecie tankować motocykl następnym razem, nie próbujcie siłą grawitacji odzyskać kilku dodatkowych kropel, bo szansa na przechytrzenie dystrybutora jest raczej nikła.







Komentarze
Poka¿ wszystkie komentarze