Mercedes kontra policyjne BMW. Wyścigi z finał na poboczu i mandatem
Są takie chwile, które zapisują się w pamięci na zawsze - szczególnie jeśli kończą się nieco inaczej, niż się planowało. Dwóch młodych kierowców w Szczecinie postanowiło spędzić noc na podkręceniu adrenaliny i rozrywce w stylu "szybcy i wściekli".
Historia rozegrała się na ulicach Szczecina w nocy z zeszłego czwartku na piątek. Dwaj nastolatkowie, widząc obok siebie BMW, otworzyli szybę i rzucili hasło jak z gry wyścigowej: "Raz, dwa, trzy, start!". Kierowca mercedesa, zaledwie 19-letni, postanowił dać z siebie wszystko. Nie mógł jednać wiedzieć, że przypadkowi "rywale" to policjanci w nieoznakowanym BMW.
Reklama
Kalendarz dla motocyklisty na rok 2026 Gwiazdy MotoGP.
Duży 42x30 cm. 79 zł WYSYŁKA GRATIS!
Kalendarz motocyklowy na rok 2026 ścienny, przedstawiający najważniejszych bohaterów tego sezonu MotoGP. Marc Marquez, Jorge Martin, Johann Zarco, Raul Hernandez, Fabio Quartararo, Franco Morbidelii, Pedro Acosta, Pecco Bagnaia, Marco Bezzecchi, Alex Marquez i inni w obiektywnie Łukasza Świderka, polskiego fotografa w MotoGP
KUP TERAZ. WYSYŁKA GRATIS »
Przedstawiciele prawa ruszyli za mercedesem, ale nie po to, by wygrać. Ich plan był prosty - dokumentować wyczyny młodego rajdowca wideorejestratorem. Chłopakowi udało się rozpędzić do 141 km/h w miejscu, gdzie limit wynosił o 71 km/h mniej. Trudno stwierdzić, czy liczył na owacje tłumu, czy po prostu chciał zaimponować światu. W każdym razie jego "wyścig" zakończył się, gdy policjanci zatrzymali go na poboczu. Nagroda rzeczywiście okazała się solidna. Trzymiesięczna przerwa od prowadzenia samochodu, mandat w wysokości 2500 zł oraz kolekcja 15 punktów karnych.
Ta sytuacja, mimo że zabawna, przypomina niestety o rosnącym problemie nielegalnych wyścigów na drogach publicznych. Choć młodzieńcze fantazje o byciu królem asfaltu wydają się pociągające, rzeczywistość bywa brutalna: poszkodowani ludzie, ofiary śmiertelne. I to są fakty. Właśnie dlatego rząd wprowadza zmiany w prawie, które mają na celu ukrócenie wyścigowych praktyk. W planach są surowsze kary, w tym konfiskata pojazdów, dłuższe zakazy prowadzenia oraz podwyższone stawki OC, które mają zmusić kierowców do większej odpowiedzialności.
Nowością będzie również wprowadzenie wykroczenia za "drift". Chociaż brzmi ono jak zabawa w stylu "Tokyo Drift", jego konsekwencje w Polsce będą mało filmowe - grzywna minimum 1500 zł, trzy miesiące bez prawa jazdy i 30 dni przymusowego odpoczynku dla dwóch lub czterech kółek. Wszystko to ma na celu przeniesienie takich wyczynów na tory wyścigowe, gdzie ryzyko ogranicza się do zadrapania owiewek lub karoserii, a nie życia i zdrowia niewinnych osób.
Zamiast więc próbować swoich sił na drogach publicznych, może lepiej wybrać tor wyścigowy? Tam nie trzeba martwić się radiowozami BMW, a kibice docenią prawdziwe umiejętności. No i mandatów brak.







Komentarze
Pokaż wszystkie komentarze